6.

Bas łupie w mojej czaszce, a płuca drżą od zmian ciśnienia, kiedy docieram wreszcie do nocnego klubu. Jedyne źródło światła to kolorowy neon nad wejściem, który głosi, że dotarłem na skraj swojej poczytalności.

Witaj w Klubie Czarna Mewa. Jedynym miejscu, gdzie ważniejsze od Twojej aparycji jest to, ile nosisz w portfelu i jak drogie sneaksy sobie kupiłeś.

Wydmuchuje dym, który zalega w moich płucach ciężką kołdrą, tuląc mój układ oddechowy do snu. Moja głowa jest lekka, buja się rytmicznie z każdym postawionym krokiem. Gdybym powiedział, że jestem zbyt pijany żeby usiąść, to byłoby to niedopowiedzenie roku. Dlatego udałem się do miejsca w którym nie będę sam. Nigdy nie jestem sam, ale teraz dotkliwie odczuwam brak ciepła czyjegoś ciała. Zapachu skóry i piżma, które ciężko zalepia świadomość. W miejscu takim jak to, każdy oblewa się drogimi perfumami, zupełnie jakby za cel wieczoru, obierali sobie uduszenie każdego napotkanego wędrowca.

Odgarniam falę włosów z czoła, czując jak skóra drętwieje pod moimi palcami. Gdybym powiedział, że jestem zbyt pijany żeby cokolwiek poczuć, to byłoby to niedopowiedzenie roku. Tak jak walka tysiąclecia na Polsacie.

Czy ktokolwiek ogląda jeszcze telewizję? Czy żyjemy w takich czasach, że robią to tylko Ci, którzy nie siedzą dwadzieścia cztery godziny na dobę przy telefonie, tablecie, smartfonie, notebooku, laptopie, smartwatchu, netbooku, czy pececie? Mamy już inteligentne zegarki, inteligentne książki, inteligentne buty. Lada chwila, będziemy mieli inteligentne łóżka, które będą spały za Nas. Inteligentne klawiatury, które będą pracowały za Nas. Może nawet doczekamy się inteligentnych ludzi, którzy będą człowiekowi człowiekiem.

Bramkarz spojrzał na mnie wymownie i zmierzył mnie od przepitych oczu, po czubki moich nowych najek. Tym drugim przyglądał się znacznie dłużej, aż wreszcie pokiwał powoli głową, a na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.

Dawaj, chłopie. Lepiej żebyś rzygał w środku, nie strasz potencjalnych klientów.

Klepnął mnie w ramie, więc co mogłem począć, biedny żuczek? Postąpiłem kilka kroków do przodu, ściągając płaszcz – do kolan długi. W klubie słyszę, że to Filip Szcześniak, wypluwa kolejne pociski z nieskrywaną irytacją, na czym to ten świat stoi. Śpiewa coś o ajfonach, a ja mogę się już tylko zaśmiać w duchu, na widok klienteli lokalu. Ironia, to piękna sprawa, tutaj każdy przy barze siada i gada, przez telefon, ajfona i skajpa. Esemesują, wysyłają snapy, wrzucają fotki na insta, robią zdjęcia swoich drinków i słodkich dziubków. Panienki wychodzą gromadą do łazienki, a ja tylko zerkam, jak długa jest kolejka. Za długa, żebym zdążył do końca wieczoru.

Siadam i zamawiam Perłę, a barman obraża się. Wychylam z barowego krzesełka i przekrzykuje muzykę, żeby podał mi Long Island Ice Tea. Kiwa do mnie głową z wyraźną aprobatą i zaczyna coś mieszać za barem. W klubie jest za gorąco, za głośno, za tłoczno, za jasno – to ostatnie to jednak efekt nie lamp UV, a świecących prostokątów na które narzeka artysta w głośnikach.

Ciekawe, jakby się poczuł, gdyby wiedział, że stał się symbolem tego z czym walczył. A może on to wie, tylko ma to gdzieś? Tylko gdzie? Sięgam po paczkę fajek, w klubie wyraźnie jest napisane – palenie dozwolone. Odpalam zapalniczkę, którą natychmiast odbiera mi barman.

Tu nie wolno palić.

Ale przecież jest napisane, że wolno.

Wapować, tak. Palić analogi, nie. 

Chowam więc fajki do wewnętrznej kieszeni płaszcza, tam gdzie browary noszę, a mężczyzna podaje mi drinka. Ma w sobie tyle alkoholu, że bramkarz będzie mnie musiał stąd wynosić na plecach. Wyciągam pięćdziesiątkę, żeby zapłacić barmanowi, ale ten kręci głową. Tylko e-płatności. Macham na niego ręką, jakbym chciał go zbyć, sięgając po kartę.

Popijam za mocnego i za drogiego drinka, spoglądając na parkiet. Jest pusty. Każdy klient baru spoczywa na kanapach, przepycha się w korytarzach, szukając dobrego światła do selfiaka, jednak nikt nie tańczy. Nikt poza Nią.

Lato kręci się w rytmach basu, tak niskiego, że jutro skoczę po skierowanie na prześwietlenie płuc. Bębenki z trudem wytrzymują ciśnienie, ugniata moją czaszkę, a gdybym zrobił kilka kroków w kierunku głośników, poły mojego płaszcza rozpostarłyby się jak u Batmana. Nie, nie tego nowego, tego z przełomu milenium, tego który biegał po dachach i walił w mordę złych gości. Bez choreografii, bez efektów specjalnych, bez powodu. Dziewczyna odwraca się, a jej spojrzenie krzyżuje z moim. Ma na sobie koszulkę z żółtym nietoperzem.

I nowe AirMaxy.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s