11.09.2017

https://drive.google.com/file/d/0B6p4L89bStLmQTg5ZTJnOFB3T2M/view?usp=sharing

-No dobrze, to proszę w takim razie powiedzieć jak się poznaliście.

-Od początku?

-Tak, poprosiłbym od początku.

-Poznaliśmy się kiedy przyszła na praktyki.

-W co była ubrana?

-Nie pamiętam. To była chyba spódniczka i ramoneska, ale mogę się mylić. Nie pamiętam takich szczegółów. Zresztą, to nie był dobry moment na to, żeby się przyglądać.

-Nie wypadało?

-Nie, nie o to chodzi. Miałem sporo pracy w biurze tego dnia, a ostatnie czego potrzebowałem to praktykanci na głowie. Nawet nie wiedziałem po co przyszli.

-Ale wpadliście sobie w oko?

-Tak, chyba można tak to ująć. Piła kawę w moim kubku, a to już coś.

-Co było potem?

-Potem siedzieliśmy na dachu Łucznika i rozmawialiśmy do nocy.

-Kto był z Wami?

-Tylko gwiazdy i puste butelki po piwie i cydrze. Strasznie lubi cydr, co do tej pory mnie dziwi. Zawsze kupuje tylko ten konkretnej marki. Twierdzi, że jest między nimi różnica, ale ja jej jakoś nie widzę. Może dlatego, że nie lubię cydru, nie wiem.

-Czyli piliście tego dnia?

-To nie tak. Poszliśmy rozmawiać i rozmawialiśmy. Tylko o to chodziło. A alkohol był tylko nawilżaczem. Wiesz, łatwiej się rozmawia z kimś obcym, kiedy możesz być szczerym. A tak właśnie działa kilka głębszych.

-Co było potem?

-Spotkaliśmy się w firmie i udawaliśmy, że nigdy nie spędziliśmy tych kilku godzin na dachu. I zanim zapytasz – nie chodziło o nas, tylko o ludzi w firmie. Krzywo się patrzy na związki między kolegami z pracy. Szczególnie pracodawcy tego nie lubią.

-No dobrze, to jak to się stało, że zaczęliście się spotykać regularnie.

-Sam nie wiem. Spędzaliśmy ze sobą już dużo czasu, i byłoby tak nieważne czy tego chcieliśmy czy nie. Pracowaliśmy pod jednym dachem, w jednym biurze, więc wspólne spędzanie czasu było wpisane w tę robotę. Ale jakoś tak się złożyło, że chcieliśmy go spędzać też po pracy, a to już coś. Po trzech dniach powiedziałem, że ją kocham.

[papieros]

-Po trzech dniach?

-Tak, po trzech.

-Dlaczego?

-Bo tak jest.

-Trzy dni to trochę mało czasu, żeby mówić takie rzeczy.

-Ja tak nie uważam.

-Dobrze, co było dalej.

-Dalej wszystko potoczyło się naprawdę szybko. Zacząłem poznawać jej znajomych, część z nich była… jakby to ująć… specyficzna. Z czasem okazało się, że tak średnio można im wierzyć, ale takie jest już życie. W jednym momencie wiesz, że rękę byś za kogoś oddał, a w następnej nie masz i ręki i znajomego. Bo w sumie, to wolał Cię jak miałeś rękę. Tacy są ludzie i nie ma co się tym przejmować tylko iść dalej.

-Co się z nimi stało?

-Z rękoma?

-Nie, ze znajomymi.

-Poszli w swoją stronę. Nie namawiałem jej żeby ich zatrzymywała, sam chciałem pomóc, ale wiesz jak jest. To było chyba na przełomie jesieni i zimy, czy jakoś tak. Nie wiem, kiepsko znoszę tę porę roku i niewiele pamiętam.

-Co sprawiło, że jesteście razem?

-Pewnie jej oczy. I uśmiech, lubię jak się uśmiecha. To sprawia… mam wtedy wrażenie, że nie jestem aż tak złym człowiekiem. Skoro ona się uśmiecha, to może jest i szansa dla mnie, że może, tylko może, jestem tutaj po to, żeby mogła się uśmiechnąć. Wiesz, jest ciężko, bywają dni kiedy przyszłość to tylko czarna plama, ale szczerze wierzę, że po burzy zawsze musi przyjść słońce. A może nawet jakaś pedalska tęcza, chuj wie.

-Co planujesz na jej urodziny?

-Skąd to pytanie?

-To dzisiaj przecież.

-Nadal nie rozumiem pytania.

-Co masz w planach na jej urodziny, to proste pytanie.

-No tak. Nie wiem, nigdy nie byłem dobry w niespodziankach. Chciałem jej dać album ze zdjęciami. Wiesz, w sumie to pewien punkt zapalny naszego poznania, bo przyszła na staż fotograficzny i tym się zajmowała. Ale sam dostałem taki prezent, więc to chyba nie najlepszy pomysł. Nie znam się na tym, ale to chyba tak niewolno, że powiela się pewien schemat. To tak jakby ktoś posprzątał Ci kuchnię, a Ty w zamian za to sprzątasz mu kuchnie. Bez sensu, równie dobrze mogliście posprzątać swoje własne kuchnie i nie byłoby problemu.

-Ale na tym to polega. Pomaganie sobie nawzajem zacieśnia więzy, tak jak prezenty.

-Tak? Nie wiem, nie jestem w te klocki dobry. Zawsze byłem sam, a do osiemnastego roku życia urodziny świętowałem tylko z rodziną. Nawet cukierków do szkoły nie przynosiłem, co wcale nie pomagało w zawieraniu nowych znajomości.

-Więc co planujesz?

-Nie wiem. Myślałem nad czarną różą. Więc pewnie to.

-I tyle?

-Jak to tyle?

-Tylko tyle chcesz jej dać na urodziny?

-Tylko? A powinienem coś jeszcze?

-Nie chce nic mówić, ale czarna róża nie wydaje się najlepszym prezentem.

-Niby dlaczego?

-A co miałaby symbolizować?

-Jesień.

-Ale istnieje już symbol jesieni. Żółte liście i kasztany.

-Ale one nie symbolizują tej jesieni. Czarna róża to miłość w ciemności. Kochanie pod całunem depresji. To symbol przezwyciężania najtrudniejszych momentów w Twoim życiu za sprawą wiary w siebie, ale przede wszystkim – za sprawą wiary w drugą osobę. Kiedy masz czarną różę, to nic nie jest już istotne, bo wiesz, że ta osoba, która Ci ją dała, czuje to co Ty. To takie wspólne porozumienie – wiesz, że ta osoba przechodzi przez to samo co Ty, ale skoro ją masz, to dasz sobie ze wszystkim radę. A poza tym, to całkiem niezły symbol śmierci nastoletnich lat. Chociaż, jak się nad tym zastanowić, to śmierć okresu nastoletniego, to też nowy początek. Więc może powinienem dać jej też białą róże?

-A co ona będzie symbolizowała?

-Nowy początek.

Advertisements

5.

Puzzle wskakują na swoje miejsca, bo taka ich rola. Mają do siebie pasować. Mają się wzajemnie uzupełniać, aby – domyślnie – utworzyć większą całość. Czasem jest to rozkołysane od wiatru pole, a czasami niespokojne, burzowe morze. Wszystko musi ze sobą współgrać, bo przecież kiedyś były całością.  Continue reading “5.”